Sep 012010
 

<h2>Tureckie autostrady, drogi, bezdroża, te w miastach, wsiach, lasach i pomiędzy nimi</h2>

Takie tam sobie refleksje na temat tego, co na tych drogach może nas zadziwić, zaskoczyć, pojawić się znienacka pod kołami, z tyłu, z przodu lub zaraz za rogiem.

Wyliczanka:

<h3>Na więcej niż czterech kółkach:</h3>

  • tiry

Groźne jak wszędzie, na szczęście mają w Turcji wystarczająco dużo autostrad, żeby się ich trzymać, a ja najczęściej mam wystarczająco dużo innych dróg, żeby móc omijać autostrady.

  • autobusy

Niektóre staruszki miejskie w Stambule potrafią zaczadzić na natychmiastową śmierć albo przynajmniej spowodować nieodwracalne zmiany w płucach, które skrócą nam życie. (Może to sposób władz miasta na przeludnienie?)

  • autokary

Kiedyś byłam bardzo speszona prowadząc rower pod górkę, gdy mijał mnie autokar pełen świadków tej żenującej fizycznej niemocy, a teraz to wiem, że najwyżej widzi mnie i śmieje się ze mnie tylko jedna osoba – kierowca.

Pasażerowie są pewnie zajęci oglądaniem jakiegoś filmu lub serialu na ekranie, który każdy z nich ma zamontowany przed nosem każdego – chyba że akurat włączyli kanał z widokiem z kamery przymocowanej na przodzie autokaru.

  • śmieciarki

Niby nic takiego specjalnego, ale w Stambule mam do nich szczególnego pecha, może dlatego że taki tu zwyczaj – ludzie wystawiają pod wieczór worki albo pojemniki ze śmieciami, więc ktoś je codziennie musi zebrać.
Najgorzej trafić na śmieciarki w wąskich uliczkach (jakich tu niemało). Ani ominąć się nie da, bo z lewej i prawej leżą worki, ani oddychać wlokąc się za nimi.

<h3>Na czterech kółkach:</h3>

  • dolmuşe, czyli minibusy

Kierowcy dolmuşy cieszą się zasłużoną sławą piratów drogowych nr 1. Albo jadą zbyt szybko, albo dość wolno, ale zmiennym rytmem, polując na pasażerów – rozglądają się wtedy po mijanych chodnikach, przystankach, przejściach – niech no tylko jaki pieszy da ręką znak, a kierowca zatrzyma się w ułamku sekundy, nie zważając na to, gdzie jest i co jedzie za nim. Ta sama logika obowiązuje przy wysiadaniu, więc zawsze znienacka ktoś może z tego dolmuşa wyskoczyć. Oprócz tego dolmuş może nagle zjechać na pobocze i zatrzymać się, żeby podrzucić wszystkich swoich pasażerów kierowcy innego dolmuşa.

Zatłoczony dolmus

Porof. Zihni Sinir jest autorem rysunku, jak również swojego oryginalnego tytułu naukowego

  • taksówki

Wiadomo, że taksówkarz będzie jechał szybko z pasażerem i wolno, jak na tego pasażera poluje, ale jest trochę bardziej przewidywalny niż kierowca dolmuşa, bo jak już klienta złapał, to nie rozgląda się za innymi, dopóki tego nie odwiezie na miejsce.

  • samochody osobowe…

… zmieniają ludzi. Miły i sympatyczny turecki pan Kowalski, czyli powiedzmy Mehmet Bey (nasz sąsiad, znajomy sklepikarz, kolega z pracy, uprzejmy kelner z ulubionej restauracji, a nawet własny mąż) za kierownicą niestety traci wiele cech ludzkich.

  • samochody terenowe

Nadzwyczaj praktyczne na asfalcie w Stambule, dlatego tak ich tam dużo;)

<h3>Na trzech kółkach.</h3>

  • rowery na trzech kółkach i obowiązkowo z koszykiem!

Najprawdopodobniej pan/pani spieszy na zakupy. Tylko w “płaskich” miejscowościach, ostatnio widziane w centrum Marmaris.

<h3>Na dwóch kółkach.</h3>

Innych rowerzystów przybywa. Trzy lata temu było nas w Stambule tak mało, że jak się widzieliśmy, to pozdrawialiśmy się, zupełnie jak turyści na górskich szlakach, a czasami to nawet na pół godziny się przystawało, żeby pogadać – teraz to co chwilę by trzeba by komuś “cześć” mówić, więc już się tego nie robi (może szkoda).

  • inni rowerzyści PRO, czyli przynajmniej w kasku

Też ich przybywa i jest już ich zbyt dużo w samym Stambule, żeby z każdym się przywitać, ale poza miastem widok to nadal rzadki, więc prawie zawsze przystajemy i gadamy chwilkę.

  • bardzo młodzi rowerzyści

Dzieciaki w różnych miejscowościach czasami chcą z nami “ujechać kawałek” albo się pościgać. Najpierw krzyczą “hello”, do głowy im nie przyjdzie, że Turek też może jeździć w kasku i z sakwami. Nawet jeśli Umut zagaduje ich w ich ojczystym języku, to mówią między sobą “Cudzoziemiec, ale mówi po turecku!”
Najbardziej wytrwała grupa szalonych nastolatków towarzyszyła nam przez całe miasto Burdur, czyli ładnych parę kilometrów, a najbardziej upierdliwa grupa dzieciaków biegła za nami pod górę i piszczała ze śmiechu w okolicach Afyonu.

  • jeszcze inni rowerzyści

Trzeźwi, ale nie wiedzieć czemu kulają się radośnie i bezmyślnie od krawężnika do krawężnika nawet na ruchliwych kilkupasmówkach, albo pędzą poboczem pod prąd.

  • motocykliści

Mniej denerwują mnie na drodze, a bardziej w sypialni – żaden to podtekst erotyczny – przez ten ich głośny wydech zasnąć nie można, a bez hałasu to podobno oni czują się zagrożeni (na pustej drodze po północy?).

<h3>Na szynach.</h3>

  • pociągi

Linii kolejowych jest w Turcji niewiele, trzeba mieć niemałe szczęście, żeby zobaczyć pociąg albo musieć czekać na strzeżonym lub niestrzeżonym przejeździe.

  • tramwaje

Tramwajów jest jeszcze mniej, ale trzeba na nie uważać w Stambule – na przykład jadąc z Sultanahmet w kierunku dworca Sirkeci i Eminonu lub z Kadıköy Iskelesi w kierunku Byka – czasami zmieścimy się między tramwajem a krawężnikiem, a czasami nie.

Piękny historyczny tramwaj przejeżdża czasem wzdłuż Istiklal i ładnie trąbi na wszystkich.

<h3>Na czterech łapach.</h3>

  • bezpańskie koty

Z reguły wylegują się na chodnikach, albo samochodach (albo w cieniu pod nimi), bardzo rzadko wbiegają nagle na ulicę, zbyt leniwe.
Między jednym skrzyżowaniem a drugim dobrze jest zatrzymuję się czasem, żeby coś pogłaskać i się odstresować .

  • bezpańskie psy

W mieście z reguły wylegują się na chodnikach, lubią ludzi i rzadko reagują na przejeżdżających rowerzystów, ale zdarza się, że któryś im podpadnie i pies warknie, zaszczeka albo zerwie się z miejsca. Są szczepione, na szczęście.

Psy raczej nie szwędają się po samej jezdni i kojarzę parę mądrych kundli z Kadıköy, które czekają na przejściu na zielone światło i nie pomkną na drugą stronę na czerwonym, mimo że zrobi to dwadzieścia osób przed ich nosem.
Poza miastami mogą być utrapieniem – do tej pory nie wiem, czy na widok biegnącego w moim kierunku psa lepiej przyspieszyć, pomachać mu kijem czy też zaszczekać.

  • owce, kozy, krowy

Jeśli stado jest z pasterzem, to prosimy o świeże, cudowne, tłuściutkie mleko – nie dostajemy go jednak, gdy zwierzęta akurat mają małe, które muszą karmić.

<h3>Na dwóch nogach.</h3>

Najniższa kasta na drogach, aż żal tych biedaków. Przejść dla pieszych jest jak na lekarstwo i gdyby chcieli oni tylko legalnie na zebrach przez ulice przechodzić, to musieliby nadkładać nieraz i kilometr drogi. A nawet jak są te zebry gdzieś wymalowane lub teoretycznie istniejące (praktycznie niewidoczne), to muszą piesi swoje odczekać, aż się ktoś łaskawie zatrzyma – w deszczu, w słońcu, z torbami pełnymi zakupów, starzy, młodzi, z dziećmi, z biegunką, z mnóstwem spraw do załatwienia – kto by się tam pieszymi przejmował.

Chodników też czasem próżno szukać, albo znaleźć można takie wybiegi dla modelek, szerokie na dwadzieścia centymetrów – jak ktoś jest szerszy w ramionach czy biodrach, to balansuje po samym krawężniku próbując nie ocierać się o ścianę budynku, płot lub drzewo. Oj, nie rozpieszcza władza niezmotoryzowanych.
Z drugiej strony – potrafi taki pieszy wleźć na jezdnię zupełnie bez oglądania się albo iść po ulicy zamiast chodnikiem obok.

  • sprzedawcy różności (chusteczek higienicznych, kwiatów, okularów, choinek zapachowych do samochodu)

Plątają się między samochodami stojącymi w korku albo na czerwonym świetle. Zdarzają się wśród nich dzieci i kobiety z dziećmi na rękach.

<h3>Na dwóch łapach, skrzydlate.</h3>

  • obłąkane/ młode/ zranione mewy

Nie wiadomo, jak takiemu zwierzęciu pomóc. Jest spanikowane, biega we wszystkich kierunkach naraz, nie da się złapać i bardzo szybko może się znaleźć pod czyimiś kołami – i tak wiosną na moich oczach zdezorientowana mewka Ewka wbiegła pod samochód osobowy, bo wystraszył ją biegnący pies.

<h3>Hybrydy.</h3>

  • śmieciarze z wózkami…

… załadowanymi różnymi różnościami i zajmujący 1/3 pasa.

Fot.: Ali Saltan

  • handlarze starociami z wózkami
  • sprzedawcy simitów (obwarzanków)

Lub sprzedawcy innego pieczywa z wózkami albo z tacami z piramidką simitów na głowie

  • powozy konne

Częściej je można spotkać na wyspach w Stambule niż na wsi.

Przejażdżka po wyspie.

W obiektywie Bisikletliler derneği

<h3>Mikre i nieżwawe.</h3>

  • żółwie

Ratujemy każdego żółwika, którego wypatrzymy na jezdni.

  • ślimaki

Niestety, nie mam tyle serca do ślimaków i jestem w stanie uratować tylko jedną sztukę na kilometr.

  • żaby

Chyba zabijam je wzrokiem, żywej na asfalcie jeszcze nie widziałam.

<h3>Ponadto warto wziąć pod uwagę, że…</h3>

tureccy kierowcy przejeżdżają skrzyżowania na końcówce pomarańczowego i początku czerwonego światła, ale za to nie ruszają od razu na zielonym

…kierowcy często wjeżdżają na skrzyżowanie widząc, że nie będą mieli możliwośći opuszczenia go jeszcze na zielonym i wiedząc, że zablokują w ten sposób przejazd innym

… żaden szanujący się kierowca nie będzie w czasie deszczu omijać kałuż tylko po to, żeby nikogo nie ochlapać. Co innego, jeśli dopiero co opuścił myjnię.

…nawet jeśli istnieje jakaś przepisowa odległość, na którą kierowca powinien się trzymać od rowerzysty, to mało kto się tym przejmuje – zdarza się, że osobówki haczą lusterkami o kierownicę; nawet zawodowym kierowcom, na przykład autobusów i autokarów, czasami brakuje wyobraźni

… kierowcy i inni rowerzyści raczej nie sygnalizują skrętów

…kierowcy mogą mieć jedną rękę zajętą trzymaniem papierosa albo telefonu komórkowego (i wtedy też pewnie mają mózg zajęty sprawami nie z tej drogi)

…codziennie pojawia się na ulicach grupa świeżo upieczonych kierowców, których egzamin praktyczny trwał najwyżej piętnaście minut (i w ramach którego być może jechali jakąś prostą mało ruchliwą ulicą, a może musieli skręcić cztery razy w prawo na osiedlu, żeby znaleźć się w tym samym miejscu, z którego dopiero co ruszyli)

…kierowcy używają klaksonu albo ze zdenerwowania sytuacją na drodze, albo z radości życia, albo z radości na nasz widok

…w czasie Ramadanu, dzień w dzień przez cały miesiąc po ulicach snuje się armia głodnych i nerwowych kierowców, którzy pod wieczór ostatkiem sił spieszą na posiłek, a jeśli nie zdążą to zjedzą ciebie razem z łańcuchem i przerzutkami.

<h3>I można się pocieszyć tym, że…</h3>

… samochodziarze raczej nie otwierają drzwi bez uprzedniego spojrzenia na drogę za sobą (tylko raz mnie jakiś dzieciak zaskoczył)

… nikt tu nikomu nie ufa na drodze i każdy ma oczy dookoła głowy, dlatego paradoksalnie  można się czuć na tureckich drogach dość bezpiecznie.

A moe to te Cı€ zaınteresuje?

  2 Responses to “Zabójcy i samobójcy, czyli inni użytkownicy tureckich dróg…”

  1. …kierowcy używają klaksonu albo ze zdenerwowania sytuacją na drodze, albo z radości życia, albo z radości na nasz widok… ALBO JADą W KOROWODZIE WESELNYM 😉 śWIETNY OPIS!

  2. Jak ja raz byłam w Turcji to był dopiero czad. Klakson to standard, słychać z każdej strony. Powodu nie rozumiałam do momentu przeczytania powyższego artykułu. Hotel oddzielała od plaży dosyć ruchliwa ulica, oczwiście żadnych pasów, żadnej sygnalizacji. Każdym razem jak chcieliśmy przedostać się na drugą stronę ryzykowliśmy życiem. Opłacało się:) Kierowcy minibusików zatrzymują się na rządanie, nie ma żadynch przystanków. Bardzo pozytywne wspomnienia.

 Leave a Reply

(Kto do nas pisze?)

(wymagane)