Jun 292010
 

Tak więc uparłam się i pod koniec czerwca 2007 oprócz ubrań, kosmetyków i książek, spakowałam swojego prawie nowego górala – przejechał w luku bagażowym z Katowic do Sofii za jedyne 20 złotych, a z Sofii do Stambułu za darmo. Sądziłam wtedy, że kierowca turecki z zaskoczenia chyba nie wymyślił żadnej ceny, ale nie, tak to po prostu w Turcji jest. Zdarza się co prawda, że czasem marudzą, że miejsca nie mają (bo w tureckich autobusach nie ma limitu ilości, wagi ani objętości bagażu i patrząc na tobołki podróżnych mam czasami wrażenie, że używają tych autokarów do przeprowadzki albo transportu artykułów na handel), ale i tak koniec końców gdzieś ten rower czy dwa upchną.

Mój chłopak, Umut, odebrał mnie z głównego dworca autobusowego Bayrampaşa, półtorej godziny jazdy metrem, tramwajem i promem od naszego miejsca zamieszkania. Po drodze pukał się w czoło, pokazywał ulice pełne samochodów, wąskie chodniki, wysokie krawężniki. Przez te półtorej godziny nie widzieliśmy ani jednego rowerzysty, więc jakby to powiedzieć… entuzjazm zaczął ze mnie powoli ulatywać jak powietrze z dziurawej dętki.

Okazało się na dodatek, że praca, która miała na mnie czekać, została oddana komuś innemu. Nie chciałam zostawać w upalnym Stambule, bez środków do życia i szansy na szybkie znalezienie innego zajęcia. Pozostało mi wyjechać na lato w celach zarobkowych gdzieś indziej (z powodów sentymentalnych wybrałam Szkocję).

Rower został w naszym mieszkaniu w Acıbadem. Umut nie umiał spokojnie patrzeć, jak marnuje się nieużywany na balkonie, więc pojechał sobie tu i tam (prawdopodobnie do pracy, w końcu do biura miał tylko 25 minut na piechotę, więc rowerem jeszcze krócej) i spodobało mu się do tego stopnia, że jak przyjechałam z powrotem, to w mieszkaniu stały już dwa jednoślady. W ciagu tych kilku miesięcy Umut przegonił mnie też, jeśli chodzi o wiedzę techniczną, a nawet pokazał mi, jak należy atakować wysokie krawężniki i zaopatrzył się w literaturę fachową na temat sztuczek rowerowych (których nawiasem mówiąc do tej pory nie opanował, ale nie traćmy nadziei).

Jeśli chodzi o pracę, z której wtedy nic nie wyszło, to nic straconego – hollywoodzka firma, zajmująca się dystrybucją filmów klasy B, nie przetrwała na tutejszym rynku nawet jednej pory roku. Skąd wiem? Stambuł to wbrew pozoru małe miasto, zwłaszcza jeśli chodzi o obcokrajowców, nie minęło półtora roku, jak poznałam, a potem zaprzyjaźniłam się z Patrycją, którą zatrudnili zamiast mnie. Patrycja też tęskni za rowerami i nawet obiecała sobie, że zakupi jednoślad, jak tylko wróci z urlopu. Hej, tydzień już minął!

A moe to te Cı€ zaınteresuje?

 Leave a Reply

(Kto do nas pisze?)

(wymagane)