Sep 072010
 
Umut po wypadku.

Umut po wypadku - rakı dobre na wszystko. Inan, dzięki za fotkę:)

Nasze, czyli moje, Umuta i koleżanki, którą namówiliśmy na przyłączenie się do roweromanii i za którą czujemy się odpowiedzialni w tej kwestii.

Czyli przypada jeden wypadek na osobę – nie jest źle, jak na tureckie warunki. A zważywszy, że w każdym przypadku sami sobie jesteśmy winni – dałoby się ich w ogóle uniknąć.

1. Jadę z pracy do domu, z Koşuyolu do Acıbadem, z górki, prosta droga, z daleka widzę czerwone światło, hamuję ciut, światło robi się zielone, więc nie ma powodu dalej hamować, a na skrzyżowaniu nagle wjeżdża taksówka z przeciwka i skręca w swoje lewo, czyli ja wjeżdżam w jej prawy bok, bo hamulce nie są stuprocentowo sprawne i nie jestem w stanie się zatrzymać. Na szczęście tylko dziura w spodniach i odrapane kolano. Wina jest w połowie kierowcy, a w połowie moja – wiedziałam, że coś nie gra z hamulcami, ale uznałam, że większym problemem będzie dogadanie się po turecku w sklepie czy serwisie. Lekcja odrobiona:  łatwiej na migi coś pokojowo załatwić niż wydrzeć się na taksówkarza z pretensją, że mnie mało co nie zabił.

Rowerzysta i taksówkarz na skrzyżowaniu.

Nasze przypadkowe/wypadkowe spotkanie.

2. Umut też miał wypadek na własne życzenie, chyba niecały tydzień po zakupie roweru. Testował prędkość jadąc z niebylejakiej górki w południowej Turcji (Muğla). Teren to w ogóle bardzo górzysty i wietrzny, od morza (idealny  na łapanie ekologicznej energii, więc gromadka wiatraków już stoi). I w czasie tego testowania, jak już wiadomo było, że fajną prędkość można osiągnąć, skończyła się nagle góra z boku, dmuchnął silny wiatr i rowerzysta wylądował w skalistym rowie. Wyglądało to groźnie, skończyło się szpitalem i kilkoma szwami – na szczęście kask był na głowie.

Datça: wiatraki.

Datça: wiatraki - stary i nowy - po sąsiedzku. www.loplopculer.com

3. Nasza koleżanka była bardzo podekscytowana swoim nowym rowerowym nabytkiem i jednocześnie trochę się obawiała, że może już nie pamięta, jak się jeździ (a przecież takich rzeczy się nie zapomina, więc nie braliśmy jej słów zbyt serio). Umówiliśmy się na uroczystą inaugurację na ścieżce rowerowej w okolicach Bostancı, bo tam można pojeździć na płaskim kilka kilometrów – aż do dzielnicy Pendik, a może nawet jeszcze dalej – i jest ładny widok na morze i wyspy. Spóźniliśmy się trochę, miejscowym zwyczajem, i jak już dojechaliśmy, to nie było mowy o żadnej wycieczce, bo trzeba było szukać pilnie dentysty, żeby przykleił pół górnej jedynki… I jak do tego doszło? Ano, nasza Nidal naiwnie myślała, że jak jedzie ścieżką zwaną rowerową, to ludzie będą schodzić z drogi, a tu nic takiego, pani się zagadała z panem, o Allahowym świecie zapominając. Dentysta kosztował 400TL, dokładnie połowę roweru. Oczywiście narowisty dwuślad stał potem nieużywany przez wiele miesiący, a ostatecznie oddany do adopcji, bo Nidal zupełnie się do niego zniechęciła.

Rowerzyści w Caddebostan.

www.pedalsesi.com

Może od następnego postu skupię się na jakiś pozytywach dla odmiany.

A moe to te Cı€ zaınteresuje?

 Leave a Reply

(Kto do nas pisze?)

(wymagane)